Półokrągły stojak na drewno kominkowe – część 1

W jesienne i zimowe wieczory nie ma nic przyjemniejszego niż spędzić wieczór przy kominku. Ciepło bijące od paleniska i charakterystyczne, lekko migające światło roztaczane przez płomienie, tworzą niepowtarzalny nastrój. Do podtrzymania nastroju kominka potrzebne jest drewno, a jego przechowywanie w domu zawsze wiąże się z wyzwaniem. Podjąłem więc wyzwanie zrobienia prostego, ale eleganckiego stojaka do drewna, na którym będziemy przechowywać drewno przyniesione z drewutni.

Projekt

Założyłem, że stojak wraz z drewnem powinien mieścić się poniżej drzwi kominka tak, aby dało się otwierać drzwiczki kominka.

Na stojaku powinno zmieścić się koło dziesięciu polan drewna. W ten sposób zapas drewna będzie na tyle duży, że pozwoli na przesuszenie drewna przed jego paleniem. Wpływa to bardzo dobrze na jakość palenia.

Cały stojak będzie w na bazie łuku – wycinku koła. W ten sposób uzyskam łagodny kształt, dopasowujący się do większości wnętrz.

Gięcie drewna

Kształt drewnianego łuku można uzyskać na wiele sposobów. Najprostszym jest nasączenie drewna parą wodną a następnie gięcie go za pomocą wzorca zwanego kopytem. Koncepcja jest w miarę prosta, lecz w warunkach amatorskich ma kilka wad. Po pierwsze trzeba zbudować komorę do parowania drewna. Teoretycznie czajnik i skrzynka zwykle wystarczają, jednak w tych warunkach da się wyginać praktycznie tylko cieńsze kawałki drewna. Drugim kłopotem jest dobór drewna. Do gięcia nadaje się drewno bez wad (sęki) o równomiernych słojach. W warunkach amatorskich może być ciężko o taki materiał.

Skorzystam z drugiej metody – klejenia warstw drewna. W tej metodzie klei się ze sobą cienkie, elastyczne warstwy drewna, formując je w oczekiwany kształt. Ponieważ powierzchnia, jaką chcę uzyskać jest dość duża, jako materiału wyjściowego użyję cienkiej sklejki.

Pierwsza próba gięcia – zwykła sklejka

Pierwszej próby gięcia drewna dokonałem z użyciem sklejki z marketu budowlanego o grubości 4mm. Przywiozłem sklejkę do domu pełen nadziei i żądny przygody. Niestety, sklejka stawiała bardzo duży opór przy gięciu a w połowie gięcia sklejka zaczęła nieprzyjemnie trzeszczeć, sugerując koniec elastyczności. Nie dobrze.

Postanowiłem jednak nie poddawać się od razu. Zrobiłem szybką próbę nasączenia sklejki parą wodną. Podstawiłem czajnik z gotującą się wodą pod sklejkę i zostawiłem tak na pół godziny. Taka namiastka komory do parowania drewna. Efekt był obiecujący Sklejka wygięła się znacznie dalej, pozwalając doprowadzić się do takiego wygięcia, jakiego potrzebowałem. Spokojnie zostawiłem więc arkusz na dwa dni, mając nadzieję, że przyzwyczai się do nowego kształtu. Niestety sklejka znacznie się wyprostowała. Zaniepokoiłem się również licznymi pęknięciami na powierzchni oraz kształtem. Niestety sklejka była bardziej kanciasta niż okrągła – ugięła się w miejscach słabszego materiału, pozostała niemal prosta tam, gdzie materiał był silniejszy. Wrażenie lekko pogniecionej kartki papieru nie było tym, co chciałem osiągnąć.

„Ludzie zachowują się rozsądnie, kiedy tylko wyczerpią inne możliwości”. To był u mnie moment, którym zrezygnowałem z eksperymentów i postanowiłem zacząć zachowywać się rozsądnie. Pojechałem do składu z płytami i kupiłem sklejkę grubości 3 mm, która przeznaczona jest do wyginania. Tak, są takie specjalne sklejki. Już prosto z fabryki wyginają się tak bardzo, że świeżo kupiony arkusz (1,2 m na 2,4 m) zwinąłem w rulon i załadowałem do mojego rodzinnego kombi.

Odtąd miało być już tylko łatwiej.

Przygotowanie kopyta

Miałem już elastyczną sklejkę, teraz trzeba było przygotować wzorzec kształtu, który chciałem uzyskać. Potrzebowałem kopyta, do którego przycisnę klejone sklejki tak, aby ładnie się ze sobą złączyły tworząc monolityczny, drewniany kształt.

Ponieważ stojak ma mieć kształt łuku, potrzebowałem dużego cyrkla, który wytnie mi ładny, okrągły kształt w płytach wiórowych, z których chciałem zrobić kopyto. Cyrkiel mam – jego rolę pełniła będzie frezarka górnowrzecionowa zamocowana za pomocą ramienia i śruby. Jednak, cyrkiel kojarzy mi się z promieniem. Ale ja nie znam promienia okręgu, który chcę wyciąć. Wiem, jakiej szerokości ma był łuk, jaki ma mieć uskok, ale jaki to jest promień dla mojego cyrkla? Z pomocą przyszła matematyka. Serio! Siedziałem w warsztacie i rozwiązywałem zadania matematyczne. Pan Pitagoras byłby ze mnie dumny!

Za pomocą cyrkla ustawionego na odnaleziony promień wyciąłem śliczny łuk. Nie wycinałem go do końca, jedynie tak mniej więcej do trzech czwartych grubości płyty. Nie znalazłem sposobu, żeby ustawić całość tak, żeby nie pociąć stołu na którym pracowałem a jednocześnie solidnie przymocować obrabianą płytę. W końcu przykleiłem płytę do warsztatu taśmą dwustronną. Uwaga, nie używajcie za dobrej taśmy dwustronnej. Ja po wszystkim namęczyłem się nieziemsko, żeby rozdzielić deski.

Kiedy już miałem ładnie nacięty łuk, w ruch poszedł frez kopiujący, który pozwolił dokończyć wycinanie łuku w pierwszej płycie i skopiować ten sam wzór na trzy pozostałe.

W ten sposób miałem cztery identyczne łuki, które będą stanowiły żebra kopyta. Żeby dobrze się chwytało ściskami, nawierciłem dużo dziur w płytach. Całość skręciłem dodając dystanse, żeby całość trzymała się sztywno.

Kopyto gotowe.

Klejenie łuku

Skoro mamy gotowy wzorzec, mogę się przygotować do sklejenia płyt w śliczny łuk. Po prostu użyję kilku tysięcy ścisków do przyciśnięcia warstw sklejki do kopyta.

Zanim jednak to nastąpi, czas na wykonanie wielu prób generalnych. Skręcamy na sucho całość i rozkręcamy. I tak kilka razy. Przy okazji układamy wszystkie potrzebne rzeczy pod ręką i usuwamy z zasięgu wszystko, co przeszkadza. Dlaczego? Ogranicza nas czas otwarty kleju. Jest taki czas, który maksymalnie może upłynąć między nałożeniem kleju a jego ostatecznym zaciśnięciem. To jest właśnie czas otwarty. Sprawdźcie jak to wygląda w Waszym kleju. Ja wybrałem klej, który ma czas otwarty 20 minut, jednak to i tak jest niewiele. Samo skręcenie wszystkich ścisków w moim kopycie trwa 15 minut (tak, mierzyłem). Tak więc skręcanie całości na sucho trzeba wspomóc mierzeniem czasu. Można też wybrać klej, który ma dłuższy czas otwarty, ale czasu i tak nie będzie zbyt wiele.

Ponieważ odległość między żebrami kopyta w moim przypadku wynosiła 10 cm, obawiałem się, że może ono nie dawać wystarczająco silnego docisku na całej powierzchni. Dlatego zdecydowałem się podłożyć sklejkę, którą wcześniej próbowałem wyginać. Ponieważ nie wygięła się tak mocno, jak tego chciałem, będzie bardzo mocno dociskać klejony kształt.

A więc, czas start. Rozprowadzam klej i wytrenowanymi wcześniej odruchami skręcam całość. Powstaje piękny jeż ze ścisków. Całość pozostanie w kopycie przez jeden dzień. Potem zobaczę, co z tego wyjdzie. Trzymam za siebie kciuki, udając się na zasłużony wypoczynek.

Poniżej znajdziecie kilka zdjęć z procesu gięcia i klejenia sklejek. Ciąg dalszy już w przyszłym tygodniu.

Jeśli szukacie innych pomysłów i inspiracji zerknijcie na inne wpisy na moim blogu - Amatorski Warsztat Domowy i pozostałe projekty na Sprytnym Blogu.

Kategoria posta: Porady