Szafa z kantówek i tkaniny – część 1

W wielu domach i mieszkaniach można spotkać miejsca, z którymi nie wiadomo co zrobić. Takie miejsca, to zazwyczaj różnego rodzaju wnęki. Najchętniej widzielibyśmy tam schowek na różnego rodzaju drobiazgi albo szafę na ubrania. Jednak chodząc po sklepach z meblami okazuje się, że meble są albo za duże, albo za małe. Nie mieszczą się albo pozostaje nieestetyczna „dziura”. Można oczywiście zrobić mebel na zamówienie u stolarza. Ale czasami okazuje się, że cena jest zbyt wysoka. Proponuję zatem wykonać zabudowę wnęki lub ściany własnoręcznie.

Wada tego rozwiązania jest taka, że praca zajmie nam więcej czasu niż stolarzowi, bo przecież musimy się nauczyć kilku rzeczy i nad niektórymi rozwiązaniami trzeba będzie dłużej pomyśleć. Za to zalety są liczne i naprawdę warto przemyśleć osobiste wykonanie szafy wnękowej. Co zyskujemy? Bardzo dużo: szafę na miarę naszych potrzeb i w niskiej cenie, nie mamy do nikogo żalu, że coś nie wyszło, zdobywamy doświadczenie, możemy z dumą dyskutować ze znajomymi i czujemy ogromną satysfakcję z własnej pracy. Dla mnie osobiście, satysfakcja z własnoręcznej wykonanej pracy jest bezcenna i jest największą motywacją do działania.

A zatem do dzieła!


Szafa, którą opiszę jest dość duża. Zrobiłam ją przyklejając ją do jednej ze ścian w pokoju. U każdego z Was wymiary szafy na pewno będą inne. Inna na pewno będzie koncepcja, bo każdy ma inne potrzeby. Ja potrzebowałam wielkiej szafy na ubrania na wieszakach i miejsca do chomikowania w pudłach różnych „przydasi”. Wiecie, takich rzeczy, które przydają się czasami raz na rok lub nawet rzadziej, ale mimo to musimy mieć miejsce na ich przechowywanie.

Wasze szafy mogą być zbudowane do samego sufitu. Mogą też być wciśnięte między dwie ściany, co (tak na marginesie) ułatwi Wam trochę zadanie :) .

Do budowy szafy w znakomitej większości z narzędzi użyłam: zwykłą piłę ręczną do drewna oraz taką z możliwością ustawienia kąta prostego, dobrze naostrzone dłuta do drewna, młotek, wiertarka, zszywacz tapicerski, i jeszcze przez chwilę szlifierka ręczna, ale to dopiero przed malowaniem. A! Zapomniałabym o maszynie do szycia :) . Dodatkowo ciągle używałam miarki, linijki, ołówka, kątownika kąta prostego, poziomicy, kostki z nawiniętym papierem ściernym i kilka ścisków. Przydał się też śrubokręt krzyżowy oraz trzy ściski o długości 70 cm i kilka krótszych ścisków. Myślę, że powyższy zestaw narzędzi mniej lub bardziej amatorskich, jak również przyborów, znajdzie się w każdym domu.

Nawet jeśli wasza szafa nie będzie podobna do mojej, czy też będzie od niej znacząco odbiegać wyglądem i rozmiarami, ale będzie wykonana z kantówek, to główne punkty opisu wykonania, powinny zostać zachowane. Jest ich tylko dziewięć i mam nadzieję, że będą dla Was pomocne :) .

1. Wstępny projekt

Wiemy, że potrzebujemy szafę. Wiemy, co chcemy w niej trzymać i ile miejsca nasze rzeczy zajmą. Wiemy również, gdzie ma być ulokowana szafa. Musimy wykonać pomiary docelowego miejsca. Nanosimy je na kartkę papieru i możemy zacząć rozmyślanie, co i gdzie byśmy chcieli schować. Swoją szafę zrobiłam mniej więcej według tego projektu:

Dlaczego mniej więcej? Lubię improwizować i czarować drewnem :) . Jeśli robię coś dla siebie, to często wstępny projekt w trakcie pracy udoskonalam :) .

Moja szafa o wysokości 2,2, metra, została zmontowana przy ścianie o długości 5,3 metra. Na całej jej długości jest półka pod sufitem na „przydasie”. Miejsce na ubrania to 2,4 metra z tej długości. Przy czym ubrania wiszą w dwóch rzędach, a więc długość drążków (po odjęciu kawałka na długie sukienki) to 4,3 metra. Sporo J, tak mi się przynajmniej wydaje :) .

Głębokość szafy to 60 centymetrów. Zrobiłam ją o pięć centymetrów głębszą niż głębokość sprzedawanych szaf ubraniowych w sklepach. Te pięć centymetrów, bardzo mi przestrzeni w pokoju nie zmniejszy, a za to zyskam więcej na ubrania, które będą wisiały swobodnie bez zaginania rękawów marynarek.

Wysokość szafy wynosząca 2,2 metra, w moim przypadku wynikła z dwóch powodów. Po pierwsze zrobiłam podwójny (jeden nad drugim) rząd drążków na ubrania. Minimalna odległość między drążkami nie mogła być mniejsza niż jeden metr. Mniejsza odległość powodowałby zaginanie się ubrań z wyższego drążka na niższym, co utrudniałby wieszanie ubrań na dolnym drążku, nie mówiąc już o tym, że mogłyby się gnieść :) . Po drugie obudowa, znajdujących się na tej ścianie, drzwi wynosi 2,1 metra. Zatem moja szafa musiała mieć 2,2 metra, by spełnić oba warunki. Od górnej półki do sufitu zostało mi 35 centymetrów, akurat na pudła i inne drobiazgi.

Mając szkic szafy przystępujemy do kombinowania, gdzie zrobić elementy nośne konstrukcji a gdzie zrobić usztywnienia. Elementy nośne w takiej szafie, to przede wszystkim pionowe i poziome słupki na samej górze i na samym dole. Wszystkie inne to elementy wzmacniające i usztywniające konstrukcję. Zaplanowałam usztywnienia słupków, na których będą zamocowane drzwi, oraz górnej półki, na której będą leżały „przydasie” czasem całkiem ciężkie

2. Zakup materiału na konstrukcję

Mając gotowy projekt, przystępujemy do obliczeń materiału. Policzyłam na sztuki wszystkie wysokie słupki, wszystkie najdłuższe elementy, a potem mniejsze. Wiedziałam jakiego przekroju będą kantówki, wobec czego pozostało mi tylko dodać do siebie wszystkie długości i otrzymałam konieczną długość kantówek. Długość gotowych kantówek wynikała z mojego rozeznania na składzie w supermarkecie budowlanym. Mój market dysponował długościami 2,5 oraz 3 metry. Kupując kantówki o długości 2,5 metra otrzymałabym mnóstwo odpadków. Natomiast długość trzech metrów okazała się korzystniejsza. Ładnie dzieli się przez długość 60 cm, długość poprzeczek wzmacniających w szafie. Zestawienie tych obliczeń znajduje się na zdjęciu poniżej

Konstrukcja szafy została wykonana z heblowanych gotowych kantówek dostępnych w supermarketach budowlanych. Kantówki mają wymiary przekroju poprzecznego 5 centymetrów na 4 centymetry. Kupiłam 33 sztuki o długości trzech metrów. Warto kupić takie, które już są na gładko oheblowane. Zaoszczędzi to wielu kłopotów z późniejszym ich szlifowaniem. Oheblowane w zasadzie są już gotowe do użycia.

Z moich obliczeń na podstawie projektu wynikało, że będę potrzebowała 27 sztuk. Jednak zawsze trzeba kupić z zapasem, ponieważ możemy się pomylić w cięciu i trzeba będzie wyciąć coś jeszcze raz. Może się zdarzyć tak, że kantówka będzie pęknięta na jakieś części swojej długości i nie będzie się nadawała. Poza tym, w moim przypadku jest tak, że czasami zmieniam swoje palny i robię nieco inaczej niż planowałam. I dobrze zrobiłam, że kupiłam więcej J. Na koniec dorabiałam podpórkę pod krótszy drążek :) . W sumie z zakupionych 33 sztuk zostały mi na koniec trzy i pół kantówki, plus kilkanaście kawałeczków o długości do trzydziestu centymetrów.

3. Poziomowanie podłogi

Najważniejsza jest baza, czyli równa podłoga. Moja nie jest. Musiałam zatem ją wypoziomować odpowiednio układając podstawę szafy. Podstawę wycięłam z kantówek, według zaplanowanych w projekcie wymiarów i miejsca. Za każdym razem, gdy docinałam kawałki, starałam się by cięcie z obu jego końców było prostopadłe do dłuższego boku. Wygodnie jest użyć np. ręczną piłę z prowadzeniem lub ukośnicę, jeśli ktoś ma. Ja nie mam, cięłam ręcznie :) . Po każdym cięciu papierem ściernym wyrównywałam zadziory powstające w czasie cięcia.

U mnie na podstawę szafy składały się dwie kantówki o długości 232 cm oraz dwa krótsze kawałki o długości 60 cm. Kantówki układałam węższym bokiem do podłogi i tak by krótsze kawałki zakryły miejsca przecięcia dłuższych. Zatem suma 2 razy 4 cm (szerokość kantówki) plus 232 dała mi wymiar 240 cm. Na drewnianej podłodze jest łatwo je zamontować. Po prostu wkręciłam wkręty i pod kantówki powkładałam jakieś drewniane deszczułki, tak by listwy leżały w poziomie. Ja używam czarnych wkrętów tzw. do gipsu. Z mojego doświadczenia wynika, że są idealne do drewna. Tylko proszę nie kupujcie drobnozwojnych.

Warto w kantówkach wywiercić otworki o delikatnie większejśrednicy niż wkręty (ja stosuję wiertło o średnicy 4mm), tak by stosunkowo luźno się przesuwały. Pozwoli to później na ich mocne dociśnięcie do podłogi, co zablokuje je przed przypadkowym przesunięciem się czy wykrzywieniem. Zamiast zwykłych wkrętów można użyć tak zwane konfirmaty, które charakteryzują się tym, że ich wysoki łepek będzie bardzo mocno wciśnięty w kantówkę. Konfimraty dokręca się kluczem ampulowym, a otwór do wywiercenia powinien mieć średnicę 6mm.

Układając podstawę szafy ważne jest zachowanie nie tylko ich poziomego ułożenia, ale również kątów prostych przy ich połączeniach w narożnikach. Części kantówek składających się na podstawę ułożyłam „na styk” bez stosowania specjalnych połączeń w rogach, co pozwoliło mi na lekką modyfikację ich ułożenia w trakcie ustawiania. Byłam przygotowana na ich ewentualne  zamaskowanie dodatkową listwą, gdyby później, po zrobieniu szafy, okazały się bardzo widoczne. Ale nie musiałam stosować tego zabiegu :) .

W posadzce betonowej jest więcej zabawy. Na początek należy precyzyjnie ułożyć kantówki z wywierconymi otworami pod wkręty, a następnie przez te otwory zaznaczyć w posadzce, np. stukając gwoździem, miejsca ich usytuowania. Potem kantówki trzeba zabrać i w zaznaczonych miejscach wywiercić wiertarką udarową z wiertłem do betonu, otwory pod plastikowe kołki. Do zwykłych wkrętów najlepiej użyć kołków o średnicy 8mm. Czarne wkręty bardzo dobrze się w nich trzymają. Po wbiciu w beton kołków, ponownie trzeba ułożyć podstawę szafy, tym razem bardzo dokładnie ją poziomując a następnie przykręcić. Podczas przykręcania koniecznie trzeba kontrolować ułożenie podstawy szafy, bo niestety przy dociskaniu części lubią się przesuwać :( .

4. Budowanie nośnych elementów konstrukcji

Zapomniałam o tym napisać wcześniej i jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, to teraz przygotujcie sobie miejsce na cięcie kantówek. Trochę się przy pracy naśmieci :) . Nie będzie się kurzyło, ale drobniutkich wiórków po cięciu piłą i drewnianych odpadków po dłutowaniu będzie sporo :) . Na warsztat pracy przygotujcie jakiś stary stół, na którym będzie wam wygodnie znaczyć ołówkiem miejsca cięć, będzie wygodnie docinać i dłutować oraz by można było kawałki drewna do blatu przykręcić ściskami. Jest to bardzo pomocne przy dłutowaniu. Nieruchomy kawałek drewna pozwoli nam na pracę :) . Ja na warsztat pracy użyłam dwa tak zwane koziołki i jakąś w miarę równą deskę, którą przykręciłam do koziołków. Ponieważ wszystko robiłam w tym pokoju, co ma stać szafa, wobec czego stojącą tuż obok kanapę przykryłam jakąś tkaniną, która zabezpieczała kanapę przed ewentualnym zaśmieceniem.

Budowanie konstrukcji do góry zaczęłam od samej góry :) . Przyjęłam zasadę „od lewej do prawej” :) . Można też przyjąć zasadę „co się da przykręcić do ścian od razu”. U mnie ta zasada by się nie sprawdziła, ponieważ nie mam pionowych ścian i długość ściany mierzona na górze i na dole nie jest taka sama. Dlatego przyjęłam pierwszą zasadę pozwalającą na korygowanie ustawień w trakcie pracy.

Na początek przymocowałam od ściany długą kantówkę z wyrównanymi końcami. Ponieważ moja ściana ma długość ponad pięć metrów, a kupione kantówki po 3, konieczne było sztukowanie ich na długości. Przygotowałam w tym celu na jednym z końców nacięcie w połowie szerokości na długości około 12 centymetrów. Takie połączenie musi być dość długie by łączone listwy na tym połączeniu się nie skręcały. Połączenie wzdłuż (widoczne na dalszych zdjęciach) będzie na klej oraz na dwa lub trzy wkręty przykręcone od góry, co spowoduje, że nie będzie ich widać.

Dodatkowo, zanim kantówka została przymocowana, dokładnie wymierzyłam miejsca późniejszego usztywnienia konstrukcji, krótszymi kawałkami drewna. Zrobiłam dwa nacięcia na poprzeczki na końcach wiszącej „luzem” półki oraz dwa nacięcia na poprzeczki. Przygotowałam również trzy dodatkowe nacięcia na listewki do naciągnięcia tkaniny. Były one ulokowane dokładnie po środku pomiędzy kolejnymi elementami usztywniającymi. Od razu przygotowałam również elementy usztywniające, które później będą w tych nacięciach zamocowane.

Nacięcia zrobiłam na połowę wysokości kantówki, ale tak by nacięcie nie przechodziło na wylot. Nacięcia wycinałam używając dłut stolarskich i młotka. Od strony zewnętrznej, od tej na którą codziennie będziemy się patrzeć nie powinno być widać tego połączenia. W poprzeczkach wywierciłam od razu otwory pod wkręty, które będą przykręcone od góry. Wkręty do mocowania usztywnień miały długość 35 mm lub 45 mm w zależności od tego czy kręciłam wzdłuż boku czterocentymetrowego czy pięciocentymetrowego. Wkręty powinny siedzieć głęboko, ale nie na tyle, by przechodziły na drugą stronę.

Tak przygotowałam dwie kantówki. Dwie na dwie strony półki. Jedną z nich uważnie przykręciłam do ściany na żądanej wysokości, ciągle monitorując jej poziome ułożenie. Moja ściana jest drewniana, więc użyłam bardzo długich czarnych wkrętów (80 mm), pamiętając o wcześniejszym przewierceniu otworów w kantówce w takim miejscu, którego później nie będzie widać. Wkręty skryły się pod później ułożoną tkaniną. Jeśli macie ścianę murowaną, to musicie zastosować ten sam sposób, z kołkowaniem, co przy mocowaniu podstawy szafy na podłodze. Przykręciłam też do sąsiedniej ściany krótki, sześćdziesięcio-centymetrowy kawałek.

Następnie zmierzyłam dokładnie wysokość pomiędzy podstawą podłogi a przykręconą listwą. Przygotowałam dwie kantówki na pierwszą ściankę. W kantówkach na ściankę zrobiłam wcięcia na końcach tak, by było jak przymocować je do podstawy oraz do górnych listew. Zdecydowałam się na połączenie klejowe bez żadnych wkrętów. Późniejsze wzmocnienie konstrukcji spowoduje, że nawet jeśli klej puści, to szafa z pewnością ustoi :) .

Jeśli trochę się wyszczypie drewno, mocno się nie przejmujcie. W miejscach takich jak to, nie będzie tego w ogóle widać, bo skryje się w połączniu klejowym. Jeśli wyszczypie się w innych miejscach, to jest szansa, że uda się wyszlifować. Jeśli jednak nie, to niestety albo przyjdzie się pogodzić z wyszczypaniem lub trzeba wyciąć nowy element.

Po przygotowaniu dwóch pionowych kantówek, ustawiłam je w pionie przyciskając od góry drugą listwą. Ułożenie tego elementu konstrukcji wymagało, w tym momencie, zawołanie drugiej osoby do pomocy. Niestety nie mam tak dużej rozpiętości rąk i sama nie dałabym rady. I natychmiast wkrętem przykręciłam od góry jedną z wcześniej przygotowanych poprzeczek, żeby jakoś ustało :) . Kleić będę dopiero, jak już wszystko będzie dobrze pasowało :) .

 

By konstrukcja mocno się nie kiwała, przykręciłam na czas robienia konstrukcji również pozostałe poprzeczki wzmacniające na półce nad drzwiami.

Przyszedł czas na dołożenie górnej kantówki przy ścianie. Docięłam odpowiedni kawałek, zrobiłam nacięcie wzdłuż na połączenie na długości 12 cm. Wywierciłam na tym połączeniu dwa otwory, by móc przykręcić ze sobą dwie łączone na długości kawałki drewna. W dociętym przedłużeniu górnej listwy przy ścianie nacięłam podobnie, jak wcześniej, wpusty pod poprzeczne wzmocnienia. Listwę przykręciłam do ściany pamiętając o pilnowaniu jej poziomego ułożenia.

Mając już przykręconą na całej długości ściany listwę, przygotowałam dwie kolejne pionowe listwy, które wypadają dokładnie na środku szafy. Środkowe słupki z uwagi na to, że ten od frontu będzie przenosił obciążenie podwójnych drzwi (tych z prawej i tych z lewej) muszą być masywniejsze. Skręciłam dwie kantówki razem do siebie. Przy czym wcześniej policzyłam, w którym miejscu będzie wzmocnienie i od razu wycięłam w nich wpusty. Wzmocnienie zaplanowałam w czterech miejscach. Przy czym dwa z nich są w takim miejscu, w jakim później będę chciała zamocować drążki na ubrania.

W jednym słupku, tym od ściany, wpusty są na wylot, ale w słupku od strony pokoju wpusty są wycięte tak, by nie było ich widać, podobnie jak przy wzmocnieniach w górnej listwie na półce (drugie i trzecie zdjęcie w tym punkcie). Ponieważ słupki są podwójne, wobec czego wpusty są na szerokość kantówki, tak by nie potrzeba było później robić dodatkowych nacięć na wzmocnieniu tej ścianki.

Ponieważ dwie kantówki powinny mocno do siebie przylegać, w pięciu miejscach, w równych odstępach, wywierciłam w jednej z nich pięć otworów pod wkręty. Musiałam się głęboko zastanowić, z której strony będę rzadziej otwierała drzwi :) i rzadziej będę na nie patrzeć :) . Z tej strony przewierciłam otwory.

Kantówki skręciłam ze sobą dociskając wkręty tak, by łebki schowały się w drewnie.

Tak przygotowany słupek, ten przy ścianie, ustawiłam od razu pilnując jego pionowego położenia.

Następnie zabrałam się za przedłużanie górnej kantówki tej oddalonej od ściany. W niej również zaplanowałam i wycięłam miejsca pod poprzeczne krótsze listwy. Równocześnie z przedłużaniem musiałam koniecznie ustawić pod nią pionowy środkowy słupek, oczywiście pilnując pionu i poziomu.

Pozostało jeszcze tylko zamocować słupki te na końcu ściany i najważniejsze elementy konstrukcyjne zostały wykonane :) .

5. Usztywnianie konstrukcji

W środkowych słupkach wcięcia pod usztywniające elementy wykonałam już wcześniej, pozostało jeszcze zrobić je w ściankach bocznych szafy. Postanowiłam, że będę one wpasowane w słupki od strony przyszłych drzwi, na czopy, a od strony ściany na zwykłe wpusty, lub inaczej „na zakładkę”. Wykonanie czopów jest bardziej kłopotliwe, bowiem trzeba więcej ciąć i dłubać, ale za to połączenie jest schowane i zupełnie niewidoczne (ostatni z czterech poniższych rysunków). Połącznie na zakładkę (pierwsze trzy rysunki) jest widoczne i może nie wyglądać estetycznie.

Przycięłam na odpowiednią długość listwy poprzeczne i na jednym końcu poznaczyłam nacięcia na czopy. Znacząc cięcia warto rysować sobie, z każdej strony, jakimś symbolem te kawałeczki, których później nie będzie. Ja oznaczam je symbolem X. Później zanim utnę przykładam sobie element na sucho do miejsca, gdzie ma być zamocowany i sprawdzam, czy się nie pomyliłam. Czasami zdarza się pomyłka, i wtedy trzeba zrobić korektę znaczeń. Jak jest dobrze, to zabieramy się za cięcie.

Potem wyjęłam słupki z konstrukcji, ale tylko te, do których robię wzmocnienie. Reszta musi stać J. W zaznaczonych miejscach wycięłam gniazda pod czopy. Tym razem nie mogłam użyć piły, wszystko wycięłam używając dłuta i młotka. A śmieci pod nogami rosły :) .

Każdy czop pasowałam oddzielnie. Jak pasował, to oznaczałam sobie go numerkiem, by potem wiedzieć, do którego gniazda był pasowany. Jak tnie się ręcznie, to trudno zrobić tak, by nie miało to znaczenia, który  czop z którym gniazdem.

Na drugim końcu poprzeczek wzmacniających wycięłam zakładki, które wpasowałam w pusty wycięte w tylnej pionowej listwie ścianki.

Po wycięciu czopów, gniazd i wpustów, przyszła pora na łącznie ścianki w całość. Najpierw na podłodze a potem w konstrukcji szafy.

Podobnie przygotowałam wzmocnienie ścianki szafy w samym kącie.

Na samym końcu przygotowałam wzmocnienie środkowej ścianki na podwójnych słupkach, w których już wcześniej przygotowałam otwory pod wzmocnienia. Zmierzona długość wyszła 58 cm. Dwa centymetry krótsza niż głębokość szafy z powodu nieprzelotowych gniazd w przednim słupku. Wystarczyło teraz tylko uciąć na odpowiednią długość wzmocnienie i wsunąć je w te otwory. Zrobiłam to demontując na chwilę przedni środkowy słupek, a następnie go ponownie ustawiając nakładając na poprzeczki.

Zrobiłam wszystko na wcisk i musiałam trochę postukać młotkiem, by pasowało. Stukałam młotkiem drewnianym, tak zwanym pobijakiem, który nie wgniata się mocno w drewno podczas uderzenia. Jeśli ktoś ma zwykły metalowy młotek, to koniecznie trzeba pod niego podkładać jakiś kawałek drewna, by nie zrobić sobie w miejscu uderzenia krateru, który trudno będzie potem wyrównać.

Konstrukcja szafy w zasadzie już jest. Barkuje tylko wzmocnienia tylnej ściany. Ponieważ pionowe tylne słupki będą zamocowane do podstawy szafy oraz do górnej listwy tylko na klej, i nie są przykręcone do ściany, wobec czego należy je labo przykręcić do ściany, albo zrobić wzmocnienie z listwy. Ja zdecydowałam się na listwę. Zmierzyłam długość, uciełąm listwę i przyłożyłam ją do zanaczenia miejsc na połączenia „na zakładkę”.

Ponieważ nie pomyślałam o tym wcześniej wymagało to demontowania tylnych słupków i nacinania wpustów pod połączenia w zaznaczonym miejscu. Potem ponownie wszystko złożyłam i sprawdziałam czy pasuje. A tak wygląda gotowa konstrukcja szafy :) .

To teraz możemy trochę odsapnąć :)

6.                       Demontaż i malowanie

 

Szafa powinna ładnie wyglądać i wypadałoby ją też jakoś zabezpieczyć przed brudzeniem. Zdecydowałam się na użycie barwionego lakieru w kolorze czereśni. Tak przynajmniej podaje producent wybranego lakieru. Jak dla mnie jest to kolor pomarańczowy :) , lubię właśnie taki :) .

Żeby pomalować, wszystko co tak pieczołowicie składaliśmy, trzeba teraz zdemontować. Przy okazji każdą cześć trzeba ponumerować, by później w trakcie malowanie nie martwić się, co w jakiej kolejności było. Znaczki piszcie w takich miejscach, których później nie będzie widać.

Nie demontowałam tylko podstawy szafy, ponieważ stwierdziłam, że później na stówę nie uda mi się jej ustawić dokładnie tak samo i szafa będzie krzywa. Podstawę szafy pomalowałam później, po zmontowaniu konstrukcji.

Zanim przystąpiłam z córką do malowania stwierdziłam, że warto kantówki przeszlifować. Na pewno trzeba zaokrąglić kanty i usunąć wszelkie zadziory. W końcu to szafa na ubrania, a ja lubię mieć je niepozaciągane :) .

Kantówki są heblowane i raczej nie wymagają szlifowania powierzchni, ale ja je i tak wyszlifowałam w koło. Do szlifowania powierzchni użyłam szlifierki oscylacyjnej pneumatycznej.

Z kolei kanty zaokrągliłam używając papieru ściernego o ziarnistości 100 opatulonego na kawałku drewna.

W miejscach gdzie mi szczególnie zależało na mocno zaokrąglonych kantach użyłam dłuta i ścięłam kanty. Potem je wyrównałam papierem ściernym.

47

Tak przygotowane części konstrukcji szafy poszły do malowania. Malowałyśmy z córą w mojej szopie i na dworze. Jeśli kupicie farbę lub lakier wodorozcieńczalny, to malowanie można urządzić w domu. Wodorozcieńczalne farby i lakiery nie wydzielają przykrych zapachów i bardzo szybko schną. Moja „czereśnia” niestety nie.

Przy malowaniu trzeba zwrócić uwagę, by nie zamalować tych miejsc, które są przeznaczone na połączenia klejowe. Do farby ani do lakieru klej nie będzie przylegał.

Malowanie zróbcie zgodnie z zaleceniami producenta użytego preparatu. Zazwyczaj trzeba nanieść dwie lub trzy warstwy. Po wyschnięciu każdej z nich koniecznie użyjcie papieru ściennego najlepiej o ziarnistości powyżej 120. A po przeszlifowaniu, przed nałożeniem kolejnej warstwy oczywiście powierzchnie z kurzu.

A jak już wyschnie …….. :)

Nastąpi ciąg dalszy  :)

Kategoria posta: Porady

  • jo

    jestem pod dużym wrażeniem :) , widać, że to pani pasja