Szafa z kantówek i tkaniny – część 2

Pamiętacie naszą szafę z kantówek? W poprzednim odcinku zakończyliśmy pracę na malowaniu poszczególnych elementów. Teraz są już suche i możemy zabrać się do kolejnych czynności. Do celu zostało nam już tylko kilka prostych kroków.

7.                       Montaż konstrukcji „na gotowo”

Pięknie pomalowane drewienka możemy teraz z powrotem połączyć w całość. Ale nie wystarczy po prostu zestawić tego tak, jak było i już. Potrzebne jest połączenie konstrukcji na bardziej trwałe rozwiązanie, które również zapewni większą stabilność.

Przygotowujemy klej typu wikol i ściski, największą ilość jaką tylko mamy. Potrzebne będą ściski krótsze do połączeń w poprzek i dłuższe, takie 700 lub 800 mm długości, by można było ścianki ścisnąć po szerokości. Przydadzą się również wkręty, śrubokręt i młotek wraz z podkładką do stukania. Nie kupujcie kleju o krótkim czasie wiązania. Często trzeba coś poprawić, lub mocniej docisnąć po dość długo trwającym składaniu i klej o krótkim czasie wiązania uniemożliwi nam zrobienie poprawek.

Montaż robiłam trochę inaczej niż budowanie konstrukcji. Na początek poskładałam ścianki szafy zaczynając od tej w kącie. Odszukałam w ponumerowanych częściach te odpowiednie i poukładałam je tak, jak mają być sklejane.

Jak byłam pewna, że dobrze będę sklejała, zabrałam się do smarowania klejem miejsc połączeń. Nakładałam dość dużo kleju, by mieć pewność, że będzie trzymał na całym połączeniu. Przy ściśnięciu ściskami nadmiar kleju wypłynie na zewnątrz. Nie ma czym się martwić, ponieważ zacieki kleju po jego wyschnięciu będą bardzo ładnie odchodziły.

Po posmarowaniu wszystkich miejsc połączeń złożyłam części. Każde miejsce połączenia ścisnęłam. Połączenia zakładkowe krótszymi ściskami. Pod ściski podkładałam kawałki drewnianych klocków, by zapobiec wciskaniu się ścisków w pięknie pomalowane drewno.

Połączenia czopowe dociskałam długimi ściskami, starając się zaciskać jak najbliżej połączeń.

Konstrukcję ze ściskami kładłam na podłodze, by równo leżała i nie skręcała się. Gdyby się skręciła (zwichrowała) nie pasowałaby później, i konieczne byłoby robienie tych elementów na nowo. Ściśniętą konstrukcję ścianki zostawiałam w spokoju na kilka godzin, do związania kleju.

To samo zrobiłam potem z drugą i trzecią ścianką.

Została już tylko do sklejenia górna półka. Sklejałam ją w dwóch częściach. Połączenie klejowe na długości zrobiłam na samym końcu, na konstrukcji. Przy sklejaniu górnej półki połączenia dodatkowo skręciłam na wkręty. Łebki będą widoczne tylko od strony sufitu, ale przecież jak często tam będę zaglądała :) ? Elementy wzmacniające w tej części półki, która będzie nad drzwiami, wkleiłam tylko, w co drugie wpusty. Pozostałe posłużą do napinania tkaniny.

Sklejone półki powędrowały na górę. Zostały przykręcone do ściany, sklejone ze słupkami ścianek i między sobą na długości.

W sumie klejenie konstrukcji na podłodze i w powietrzu zajęło mi trzy dni. Bywało tak, że wstawałam rano wcześniej o pół godziny, by skleić jedną część i by po powrocie z pracy rozkręcić i skleić następną. Kolejna była klejona tuż przed spaniem, by rano znowu wstać wcześniej :) . Końcowy etap klejenia konstrukcji to zamocowanie poprzeczki wzmacniającej na plecach szafy w naciętych miejscach.

Ponieważ nie ma jak przy ścianie zamocować ścisków, zdecydowałam się na dodatkowe przykręcenie wkrętami. To dwa wkręty, które będą tylko wtedy, gdy odsunę ubrania na drążkach i wepchnę nos do szafy. Summa summarum, tak naprawdę widoczne będą tylko wkręty na przednim środkowym podwójnym słupku i to dopiero po otwarciu na oścież jednych drzwi szafy.

A konstrukcja? Wygląda tak:

8.                       Montowanie półek, podłogi i ewentualnych ścianek

Konstrukcja może już trochę przypominać szafę, ale wypadałoby zrobić jeszcze drążki, ścianki i półka powinna być taką półką, by dało się coś na niej położyć :) .

W supermarkecie budowlanym zamówiłam na wymiar pocięte kawałki płyty MDF na podłogę i na półkę. MDF na półki był o grubości 3mm z gotową jednostronną warstwą ochronną w kolorze białym. Stwierdziłam, że kosztuje raptem 1 zł drożej na metrze kwadratowym, a naniesiona biała powłoka zaoszczędzi mi późniejszego malowania. Kawałki płyt na półkę wymierzyłam tak, by były jak najmniejsze, ze względu na ograniczone możliwości transportowe. Musiały mi się zmieścić do samochodu osobowego. Szerokość była wiadoma, bo głębokość szafy to 60 cm. Natomiast długości były takie, że połączenia wypadały na zamocowanych na górze poprzeczkach. Wyszły mi trzy płyty o długości 85 cm i dwie o długości 120 cm do zamocowania nad szafą.

Na podłogę zamówiłam dwie płyty MDF o grubości 12 mm, by w razie potrzeby móc na nie stanąć. Wymiary takie same, jak płyt na półkę nad szafą. Płyty na podłogę zamówiłam w kolorze naturalnym, bez warstwy ochronnej, dlatego, że stwierdziłam, że ją pomaluję na pomarańczowo :) .

Dodatkowo kupiłam jeszcze jedną długą płytę MDF na zamaskowanie ścianki widocznej od strony wejścia do pokoju. Kolor płyty nie miał znaczenia, bo postanowiłam obić ją tkaniną. Szerokość płyty była taka, by dało się przybić element do ścianki szafy, ale by również było widać w koło pomarańczową ramkę :) .

Ułożenie płyt na półkę, to pikuś :) . Wystarczyło je tylko ładnie ułożyć białą stroną do góry (żeby kurze było jak wycierać z gładkiej powierzchni) i…

…. i przybić je tak, by się nie przesuwały. Zrobiłam to zszywkami tapicerskimi, ale można użyć zwykłych małych gwoździków.

Mocowanie płyt na podłogę wymagało więcej poświęcenia. Wyjmowałam i przymierzałam płyty chyba ze sto razy. Pierwszy raz na zaznaczenie miejsc na przednie słupki w narożnikach płyt.

Po wstępnym zaznaczeniu, poprawiałam i przedłużałam linie cięcia już po wyjęciu płyty.

Używając ręcznej piły do cięcia, wycinałam narożniki. Starałam się nie wyciąć za dużo. Wyszłam z założenia, że lepiej mniej wyciąć i docinać ponownie, niż wyciąć za dużo i mieć dziurę w podłodze. Stąd moje stukrotne mierzenie :) .

Mordęga dobiegła końca i tak wygląda podłoga szafy przed malowaniem:

 

Wypadałoby teraz zamocować ściankę. Widoczna ścianka szafy ma być obita tkaniną. Spód półki nad drzwiami ma również być nią wyłożony. Tkaninę kupiłam we wzorze, który będzie mi pasował do wystroju całego pokoju. Jak mi się znudzi, to kupię drugą :) . Wymierzyłam, ile tkaniny potrzeba na maskowanie półki i na ściankę. Dołożyłam po dwa centymetry na każdym boku na zawinięcie materiału. Następnie wycięłam odpowiednie kawałki. Dodatkowo kawałek na maskowanie półki ucięłam 5 cm dłuższy, ponieważ mniej więcej tyle trzeba na falowanie tkaniny po poprzecznych listewkach.

Wyjęłam maszynę i obrębiłam brzegi.  Przystębnowałam dłuższe boki tkaniny, tej na półkę, zakładając je tak, by uzyskać zmierzoną szerokość.

Żeby zamocować tkaninę w górze potrzebne mi były dwie listewki, na dwa końce tkaniny, o długości równej szerokości tkaniny. Szerokość listewek to dwa centymetry, a grubość osiem milimetrów. Listewkę kupiłam w supermarkecie. W listewkach na końcach przewierciłam otwory pod wkręty. Wkręty skryją się pod tkaniną.

Listewki przymocowałam na końcach tkaniny zszywaczem tapicerskim wyposażonym w zszywki 6mm.

Listewki przykręciłam na końcach półek.

Zwieszoną tkaninę napięłam mocując przygotowane wcześniej listewki w miejscach, w których wcześniej zostawiam puste wcięcia przy długich listwach półki. Listewki do napinania tkaniny przygotowałam z kantówek, tnąc je o dwa centymetry krócej niż maksymalna szerokość wyciętych wpustów. To, że są krótsze, pozwala na swobodne ich przesuwanie w tych wcięciach. Kantówki przycięte na długość przecięłam piłą ręczną – wzdłuż dokładanie w połowie szerokości. Przecięcie ładnie oszlifowałam. Otrzymałam listewki o wymiarach 2,3 cm na 4 cm na 56 cm.

Płytę MDF przeznaczoną na ściankę boczną szafy ułożyłam na podłodze na rozłożonej tkaninie tak, by wsytawała z każdej strony po dwa centymetry. Następnie brzegi tkaniny posmarowałam klejem typu wikol, ale tym razem o bardzo krótkim czasie schnięcia.

Tkaninę zawijałam i mocno dociskałam do kleju, uważając na dokładne i równe zawiniecie narożników.

Gdy klej wysechł, odwróciłam płytę na drugą stronę i w równych odstępach nabiłam lekko gwoździki z ozdobnymi łebkami.

Przymierzyłam płytę do ścianki i po jej równym ustawieniu przybiłam gwoździki.

Szafa na tym etapie wygląda tak:

Po zamocowaniu podłogi okazało się, że potrzebuję dorobić jeszcze jedną podpórkę na środku prawej strony szafy, tak by na jednej połowie był podwójny drążek, a na drugiej tylko pojedynczy, na długie sukienki. Podpórkę taką najpierw posklejałam na zakładki. Tym razem operację przeprowadziłam poza pokojem, w moim warsztacie.

Potem zdjęłam nadmiar kleju, wyszlifowałam i pomalowałam. Przyniosłam do domu i okazało się, że podpórka jest za wysoka. Konieczne było minimalne skrócenie nóg i nacięcie wpustu na wzmocnieniu tylnej ściany pod połączenie na zakładkę.

Mocując podpórkę znów zdecydowałam się na użycie wkrętu na połączeniu. Podpórka powinna ustać bez problemu, po obciążeniu jej ubraniami.

Drążki kupiłam w supermarkecie. Były to listewki o przekroju 3 na 4 cm. Z listewek wycięłam trzy drążki o długości 112 cm i jeden o długości 54 cm. Bardzo mocno zaokrągliłam kanty, by wieszaki łatwo się po nich przesuwały. Można oczywiście kupić drążki o przekroju kołowym :) . Drążki zamocowałam na kawałkach sklejki o grubości 10 mm. Mogą to być prostokątne kawałki sklejki, ale ja ścięłam je pod ukosem. Na środku wycięłam rowek pasujący do listewki.

Ponieważ podpórki pod drążki chciałam przybić gwoździkami, a sklejka ma to do siebie, że przy wbijaniu gwoździ może się mocno poszczypać, dlatego w górnych narożnikach wywierciłam otworki o średnicy 2 mm. W te otworki wsuwałam później gwoździe. Aby otworki były równo wywiercone przygotowałam sobie szablon do wiercenia. W kawałku jakiegoś odpadku nawierciłam jeden otworek, a potem przykładając ten kawałek do każdej podpórki wierciłam po dwa otworki, po jednym z dwóch stron.

Przygotowane podpórki na drążki przybiłam w środku szafy, dokładnie w połowie długości wzmocnień, na ściankach szafy.

W podpórki wsunęłam drążki.

Od razu sprawdziłam, czy wszystko działa :) .

9.                       Wykonanie drzwi

Drzwi również robiłam w moim warsztaciku, żeby już nie śmiecić w domu. Kto nie ma takiego komfortu, to niestety musi znów zawiórkować pokój :) .

Na drzwi potrzebnych było osiem długich kantówek o długości o 1 cm krótszej niż światło szafy. U mnie wyszła długość 207 cm.

Przygotowałam również po 3 krótkie kantówki wzmacniające na szerokość drzwi na każde skrzydło (czyli razy cztery), których długość policzyłam tak: szerokość w świetle minus 1,5 cm luzu, różnica podzielona przez dwa (dwa skrzydła na jedną część szafy). Wyszło Mi 55,5 cm.

Dodatkowo przygotowałam po sześć listewek na każde skrzydło drzwiowe. Kantówki połączyłam między sobą na zakładkę.

Luzy są potrzebne na swobodne otwieranie się drzwi i zapewniają miejsce na przykręcenie zawiasów.

Dodatkowo na każde skrzydło przygotowałam listewki o szerokości 4 cm i grubości 1,2 centymetra na tzw. szczebelki, wokół których będę owijała tkaninę. Szczebelki zamocowałam na czopy, zatem miałam trochę zabawy z wycinaniem gniazd :) .

Ale, ale!!!!

Wcale nie musicie robić takich drzwi, jak moje, ze szczebelkami. Wystarczy, że zrobicie tylko podstawowe połączenie konstrukcji drzwi, czyli po dwie długie i trzy krótkie listwy, a potem na to przybijecie płytę oklejoną tkaniną podobnie, jak to to zrobiłam na boczną ściankę szafy :) .

Moje prace nad sklejaniem drzwi ze szczebelkami wyglądały tak:

Po wyszlifowaniu sprawdziłam, czy drzwi pasują do szafy, która w międzyczasie wypełniła się już ubraniami :) . Sprawdzenie było konieczne, bo mogło okazać się, że coś nie pasuje i będą konieczne jakieś poprawki, ale nie było takiej konieczności :) .


Skoro pasowało, zabrałam się za mocowanie zawiasów. Kupiłam po trzy zawiasy skrzydełkowe na jedne drzwi. Starałam się kupić w miarę jak największe, by rozstaw otworów był jak najszerszy, co zapewni lepsze trzymanie wkrętów. Jednocześnie wybrałam takie, które wydawały mi się w miarę delikatne, żeby było je jak najmniej widać.

Pod zawiasy, po odrysowaniu ich konturów w zaznaczonych miejscach, zrobiłam delikatne nacięcia. Nacięcia były na tyle głębokie, by schowały się w drzwiach w połowie. Kontur należy odrysować tak, by zawias wystawał zaczepami ze sworzniem trochę przed ramę drzwi.

W tym momencie drzwi były gotowe do malowania.

Gdy całkiem wyschły po drugim malowaniu, zamontowałam drzwi w szafie. Do tej czynności potrzebna była pomoc, bowiem drzwi mają to do siebie, że zanim się je przykręci muszą wisieć w powietrzu. Same nie chcą :) .

Wypadałoby jeszcze przykręcić uchwyty. Możecie kupić w sklepie dowolne, jakie Wam się podobają. Ja zrobiłam takie :) :

Zamocowałam je na kołeczki. Wywierciłam otwory w uchwytach i w drzwiach (dobrze, że przewód do sprężonego powietrza mam bardzo długi :) ), a potem na klej wcisnęłam kołki w uchwyty

I proszę, tak wyglądają :)

Wymyśliłam sobie, że pomiędzy szczebelkami przewinę pas tkaniny, który będzie zszyty z trzech kawałków po długości. Przygotowałam odpowiednie kawałki i pozszywałam tak, jak chciałam.

Tkaninę w drzwiach zamocowałam podobnie, jak tkaninę pod półką nad drzwiami. Na końcach połączyłam z listewkami za pomocą zszywek tapicerskich.

Przeplotłam tkaninę między szczebelkami. Listewki podobnie, jak poprzednio, przykręciłam wkrętami. Widać je tylko od środka szafy. Nie wiedziałam, na którą wersję przeplatania się zdecydować i przez chwilkę tkaniny wisiały w nieładzie, niezamocowane, każda inaczej:

I tak wygląda moja szafa z kantówek w całej okazałości :)

 

 

 

Kategoria posta: Porady

  • ma_riusz

    Panowie i Panie – “Czapki z głów” i na kolanach na piknik marsz :) !